Blog – wpis #1

Podjęłam decyzję. Będę pisać. Chociaż, „ pisać” to za duże słowo. Trąci  megalomanią i brakiem pokory dla słowa pisanego. Raczej spróbuję opisywać, szkicować, notować. Chciałam użyć określenia „o przygodzie”,  ale  przygoda kojarzy się raczej z przeżyciem ekscytującym, burzliwym, ale krótkotrwałym.

Dla mnie to już nie przygoda.

Czy przygodą mogą być ciągłe poszukiwania  jak stać się coraz lepszym w tym co się robi? Czy przygodą może być coś, co na stałe  zmieniło moje spostrzeganie, widzenie tego, co było do tej pory niewidoczne  … Czy przygodą może być ciekawość, doczytywanie, podglądanie, obserwowanie ?  To nie przygoda! Świat roślin, to moje odkrycie, zadziwienie, radość. To też porażki i zwątpienia…

Moje szaleństwo ogrodowe zaczęło się trochę nietypowo…. Ale…. skoro już tutaj jestem, to opowiem od początku.

Pamiętam, że moi Rodzice  „od zawsze” mieli tzw. działkę. Był to typowy skrawek ziemi, poza miastem. Uprawiali marchew, pietruszkę i całą dającą się wykorzystać zieleninę. Ratowali w ten sposób budżet rodzinny. Jako dziecko musiałam w tych pracach im pomagać. Jak ja tego nie znosiłam! To była prawdziwa udręka!  Z mojej dziecięcej perspektywy  to „grzebanie w ziemi” było czymś  koszmarnym i niezrozumiałym.

Czas mijał, przychodziły zmiany.  Zaczęłam żyć własnym życiem, swoimi sprawami… A potem odeszła Mama, po 7 latach Tato….

Wrócił temat działki. Sprzedać! Natychmiast sprzedać! To jedyna myśl jaka się pojawiła i kołatała po głowie. Cóż, żeby to zrobić trzeba było uporządkować sprawy. Zajęło mi to trochę czasu! Mijały kolejne miesiące…

Po 2 latach dotarłam. Otworzyłam furtkę i dziecięce frustracje nagle zniknęły.  Wróciły wspomnienia. Ale już inne…Pochylona nad grządkami wszędzie „była” Mama…

I… zostałam po raz pierwszy…

Rozejrzałam się, nie zostało prawie nic. Rozpadająca się, z zawalonym dachem altanka, trawa sięgająca do pasa i morze chwastów.

I było coś jeszcze…  ona.. róża… nieziemsko purpurowa..  kwitnąca!  Pozostawiona sama sobie – opuszczona, zapomniana, zaniedbana, wciśnięta w kąt!   Walczyła! Pomyślałam „dałaś radę,  to ja też sobie poradzę!”

  1. .. zostałam po raz drugi :)

Krok po kroku.  Dzień za dniem.  Zabiedzony skrawek ziemi stał się dla mnie początkiem czegoś twórczego, dającego wiele dobrej energii przy kontynuacji dzieła. W moim przypadku – dzieła Rodziców.

Tamta decyzja, to jedna z tych słuszniejszych, jakie podjęłam. Co robiłam, co robię  i co robić będę ?

Spójrzcie na fotki . Marnej jakości ale można zobaczyć  co było na początku. Na pierwszej widok z za płotu  na część ogródka.  Na drugiej, chaszcze i   róża. Niezła para :)

Trzecia i czwarta fotka to stan obecny.  Ale wiele pracy przede mną .Ogród to nieskończoność. To ciągłe „gonienie króliczka”. I dobrze mi z tym :)

CDN..

I kilka zdjęć. Tak było przed:

 

A tak po   :)

Dodaj komentarz