Blog – wpis #2

Ogródek, który uprawiali Rodzice, miał powierzchnię 300 m2. Obecnie teren jest dwa razy większy. Jak to się stało?

Otóż, działka Rodziców przylegała do wytyczonej przed kilku laty innej „działki”. Niestety nie było chętnych na jej zagospodarowanie. Wcale się nie dziwię. Ot, trawa i wszelkiego rodzaju chwasty. Zwykły nieużytek, na którym na dodatek leżał paskudny betonowy krąg. A jednak pomyślałam sobie: co tam, jak robić to robić! 300 metrów czy dwa razy więcej – jaka to różnica, i tak roboty od groma! Zresztą, prawdę mówiąc, już oczami wyobraźni widziałam mój ogródek. I miałam mieć za sąsiedztwo taki paskudny ugór? O nie!! Uregulowałam formalności. Zarządzający tym terenem odetchnęli z ulgą, wreszcie znalazł się ktoś, kto się tym zajmie. Pozbyto się „strupa”.

I tak „zaprzyjaźniłam” się z łopatą i gracką. Czasami widziałam, jak zarówno spacerowicze i sąsiedzi kręcili głowami z powątpiewaniem, że raczej nic z tego nie wyjdzie. Że ta walka z ugorem skazana jest na przegraną. A jednak się pomylili :)

Ogródek "przed" :)

Dodaj komentarz