Blog – wpis #4

Od podjęcia decyzji, każdą wolną chwilę spędzałam  w ogrodzie. Kawa do termosu, trochę kanapek i do roboty!!

A robić było co! Resztki szklarni, przewrócony płot a miejscami jego  brak, dach który zdążył już wpaść do środka altanki… i wszechobecne, nagromadzone ilości niepotrzebnych rzeczy, które kiedyś miały swoje zastosowanie albo, wiadomo…. miały się przydać. Jak to na ogrodzie…

W zasadzie to nie wiadomo było od czego zacząć, w co ręce włożyć. Gdybym napisała, że wszystko szło jak po maśle i w ogóle było super-hiper to byłby to kit i ściema! Pierwsze miesiące to  wręcz niewolnicza robota, harówa. I nie ma w tym grama przesady.

Wiele razy wracając, ledwo powłóczyłam nogami, a zdarzało się że klęłam i płakałam na przemian, pytając- po co mi to było !!?? Huśtawki euforii z momentami zwątpienia, że tak powoli i końca nie widać…

Ktoś kto nigdy nie wykonywał takiej roboty może powiedzieć-też mi coś! To odpowiem- to spróbuj.

Tereny przeznaczone na ogródki to  na ogół zapuszczone nieużytki. Ogródki działkowe nim staną się ogródkami – to ciężka  praca. To wyszarpywanie każdej skibki ziemi. Odchwaszczanie to prawdziwa udręka. Przeważnie robi się to na kolanach, bo inaczej  kręgosłup nie wytrzyma! Szpadel za szpadlem, kawałek po kawałku pozbywasz się niepotrzebnego zielska. Momentami ma się wrażenie, że to walka z wiatrakami. Już niby wszystko przerobione a jednak wyłazi po krótkim czasie z ziemi nowe chwaścisko. Pewnie najprościej byłoby zlać wszystko jakimś środkiem chemicznym. No cóż, może i tak. Wybrałam tę mozolniejszą metodę i okazało się, że miałam rację. Było warto pogrzebać w ziemi, bo  przy okazji  odzyskałam sporo, jak się okazało, wartościowych roślin. Chemia „załatwiłaby” nie tylko chwasty, ale przy okazji wszystko inne.

Powoli, tydzień za tygodniem do późnej jesieni – odgruzowywałam, karczowałam.Ach! przecież nie tylko ja! Zmotywowałam do niej najbliższych. Ciężkie „prace ziemne” to w dużej mierze siła mięśni synów, a pomysły murarsko-stolarskie to inwencja męża (nazywanego w dalszej części – M. :)

CDN….

mam dość ;)

Dodaj komentarz