Blog – wpis #7

Pomysł gonił pomysł. Naiwnie myślałam, że w ciągu sezonu, może dwóch, „ogarnę się” z tematem rabat. Na „przeoranych” kawałkach ziemi powolutku je formowałam. Nie chciałam aby były takie typowe, prostokątne czy okrągłe. Zaczęłam wymyślać im dziwaczne kształty. Teraz jak na to patrzę to i śmieszno i straszno. Po prostu brzydko! Rabaty okazały się niepraktyczne, w jednym miejscu za wąskie w innym za szerokie – trudne do plewienia. Ale wtedy wydawało mi się, że będzie oryginalnie :)

Chciałam sadzić i siać, siać i sadzić !! Już! Natychmiast! Ehhh!! dostałam po nosie :)

Znowu ten sam błąd!  Brak wiedzy, brak pokory, brak cierpliwości. I ta buta! „A co to za filozofia! Jak się posadzi, to urośnie!  I tyle!!”

Szybko się przekonałam, że niestety nie! Tak to nie działa!

No właśnie, hahahaha :)  przypomniałam sobie dwie historyjki:

Pod jednym z drzew rosło „coś” z dużymi liśćmi. Nie podobało mi się, ale jakoś nie chciałam wyrzucać. Przesadziłam w inne miejsce, tam gdzie słońce prażyło prawie cały dzień.  Po kilku dniach, liście spalone a roślinka ledwo zipie. Więc wyciągnęłam i bez większej miłości do niej, wrzuciłam w wykopany dołek, podlałam. A że miejsce było cieniste, wszystko zadziałało. Po jakimś czasie kępa pięknych zielonych liści mnie zdumiała. Doczytałam. To hosta! Mam ją do dzisiaj. Zdążyłam też kilkakrotnie ją rozmnożyć. Ta pierwsza, zmaltretowana przeze mnie, stała się zaczątkiem kolekcji. Uwielbiam je :)

Druga historia z hortensjami ogrodowymi. Zawsze mnie zachwycały. Ach te wielkie kwiaty – kule. Oczywiście oprócz tego, że chciałam je mieć, nic więcej o nich nie wiedziałam! Kupiłam. Wcześniej przygotowałam dla nich miejsce. A jakże! Wyeksponowane! Widoczne! Aby wszystkim oko zbielało jak mi pięknie będą rosły! A że w prażącym słońcu no cóż, drobiazg!! Posadziłam. Po kilku dniach – o matulu! Oklapnięte główki kwiatostanów, a na sterczących patykach łodyg, ślad kilku małych pokurczonych listków. Klęska totalna!

No i wtedy ruszyło… Zaczęłam szperać w branżowej prasie, kupować książki, obserwować, dopytywać, studiować. Jakimś dziwnym trafem wizyty w sklepach zawsze kończyły się na stoiskach z artykułami ogrodowymi. A potem to już była norma; jeśli do sklepu, to do ogrodniczego, jeśli księgarnia to dział ogrodniczy :)

A pierwsze hortensje ? Jedna niestety nie przetrzymała, a druga już w innym miejscu, dała radę i cieszy do dzisiaj :)

A na fotkach  rabaty-zadziwiska :) i umęczone hortensje.

CDN…

Dodaj komentarz